niedziela, 11 czerwca 2017

To już jest koniec

 Hej, tu MrocznaKosiarka. Razem z Cameleon postanowiłyśmy, że nie będziemy kontynuować pisania V części Selenu. Wydaje mi się, że nie ma co przeciągać. To mój ukochany blog, ale ja już nie mam serca by to pisać. Wydaje mi się, że ja już nie chcę pisać żadnego bloga. Był czas, że dawało mi to dużo radości, ale przestało. Jakoś pod koniec zeszłego roku. Nie mam, ani weny, ani ochoty. Cam pisze wspaniale, ale jest to jednak nasze wspólne dzieło. Zaczęłyśmy je razem, więc i razem stwierdzamy, że to już koniec.
 Chciałabym bardzo podziękować wszystkim osobom, które kiedykolwiek weszły na tę stronę, przeczytały czy skomentowały chociażby jeden rozdział. Szczególnie bardzo chciałabym podziękować Anonimowej 2. Twoje komentarze pokazywały, że naprawdę czytasz nasze opowiadanie i zawierały jakieś konstruktywne przemyślenia, domysły, a nie tylko puste słowa. Za to bardzo Ci dziękujemy.
Jednak najbardziej chciałabym podziękować mojej przyjaciółce, z którą pisałam tego bloga ponad rok. To był rok świetnej zabawy, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak samo jest z tą historią.
 Nie jestem najlepsza w pożegnaniach, więc nie będę się tu zbyt długo rozpisywać. Niedługo zaczynam  w życiu nowy etap, ale będę pamiętać o Selenie i ludziach z nim związanych. Jeszcze raz wam bardzo dziękuję. Za wszystko. Może spotkamy się jeszcze kiedyś, może, ale na pewno nie w najbliższym czasie.
~MrocznaKosiarka

wtorek, 11 kwietnia 2017

Uwaga powracamy!

Kochani czytelnicy!
 Mamy nadzieję, że nie zapomnieliście o nas. Tak jak obiecywałyśmy od maja ruszamy z V częścią "Zakazanego Selenu", która ze względu na czasy historii w porównaniu ddo poprzednich części będzie nosić tytuł "Tajemnice przyszłości". Zwiastun już jest, czekamy jeszcze na szablon i trochę weny, to będzie można zaczynać!
Uwaga!! Zmieniamy dzień wpisów. Żeby czuć się trochę swobodniej postanowiłyśmy, że nie ustalimy konkretnego dnia wrzucania postu, lecz obiecujemy, że pojawi się co najmniej jeden w tygodniu.
 My już nie możemy się doczekać, a Wy? ;) Cierpliwości, a wszystko się okaże =D
 Widzimy się w pierwszym tygodniu maja!
~ Panda Amidala (stara Cameleon) & MrocznaKosiarka

sobota, 31 grudnia 2016

Na zawsze razem

Cassandra - "Rozdział V, część IV"
 Ostatni raz przemierzałam mury Akademii. Tyle wspomnień. Zarówno tych dobrych i tych złych. Tyle marzeń. Tych, które się spełniły i tych które gdzieś zniknęły. Tyle łez, śmiechu. Wszystkiego. Dłużej zatrzymałam się przy swoim zdjęciu w gablocie dla najlepszych uczniów. Coś po mnie tu zostanie. Ktoś może tu zajrzy i zastanowi się kim byłam, co przeżyłam i co robię teraz, a może tylko będzie narzekał, że to kolejne odznaczenie do wypolerowania podczas szlabanu. Pewnie ta druga opcja.
 Dla mnie ten rozdział życia już się kończył. Choć koniec tak często oznacza nowy początek.
 Wróciłam do pokoju w akademiku po raz ostatni. Przejrzałam szafy czy wszystko ze sobą spakowałam. Tak wiem, że jestem stara i sentymentalna, ale zabrałam ze sobą wszystkie papierowe samolociki. Tak na pamiątkę...
 Kiedy już miałam wychodzić, dostrzegłam na biurku list zaadresowany do mnie. Lubię listy, ich zapach fakturę, a ten przyciągał mnie w niewyjaśniony sposób. Czułam, że on dużo zmieni. Nie miałam zamiaru opierać się pokusie i szybko go otworzyłam. Jak zwykle zniszczyłam przy tym kopertę, czy kiedykolwiek uda mi się coś ładnie otworzyć?!
 W środku była jedna kartka zapisana tak dobrze znanym mi pismem. Z każdym kolejny słowem w oczach zbierały mi łzy. Przy ostatnim akapicie płynęły mi już po policzkach nieprzerwanym potokiem.
 Nie czułam złości czy żalu jedynie... coś na kształt ulgi, spokoju? Wreszcie wszystko stało się jasne, a moje uczucia w końcu wydały mi się właściwe i dobre. Złożyłam list i schowałam go do kieszeni.
 Umówiłam się na polanie z Łuką. Miał mi coś bardzo ważnego do powiedzenia. Wydawał się dość przejęty. Domyślałam się co może chcieć mi powiedzieć Łuka, bo ja wreszcie wiedziałam co mu powiedzieć.
 Już bez strachu przekroczyłam linię drzew. Miałam dziwne przeświadczenie, że już jest tam bezpiecznie.
czekał już na mnie. Jego spojrzenie wyrażało szczere zdziwnie. Pewnie przez zaczerwienione oczy i mokrą twarz. Dobrze, że nie malowałam się rano, bo mogłoby być zdecydowanie gorzej...
- Cassandra.... - Łuka był spięty, a mój stan tylko bardziej wytrącił go z równowagi.
- Wszystko jest dobrze, a nawet lepiej...- zawahałam się, ale tylko na chwilę, potem słowa płynęły już same - kocham cię. Wiesz o tym. Kochałam cię od samego początku. Cały czas. Jak wielkiego zła byś nie wyrządził i tak zawsze będę cię kochać. Jesteś dla mnie naprawdę ważny. Zawsze byłeś i przez tyle lat odczuwałam twój brak. Nawet nie wiesz jak bardzo mi to doskwierało - oczy otwierały mu się coraz szerzej. Biedny nic nie rozumiał, ale ja wiedziałam już wszystko - Gdy byłeś mały Vincent zabrał cię od twoich prawdziwych rodziców. Wtedy jeszcze próbował robić eksperymenty na dzieciach. Chciał sprawdzić czy te, które będą dostawały magiczny kisiel od najmłodszych lat będą tak samo wyjątkowo jak dzieci, które już urodziły się z mocą. Padło na ciebie. Miałeś być tym eksperymentalnym Selenem. Jednak okazało się, że dzieci są na kisiel w pełni odporne. Wszystko zabrnęło jednak za daleko. Jeden z popleczników Vincenta stał się więc dla ciebie nowym ojcem. Jednak całość mogła wyjść na jaw dlatego wyjechał z kilkuletnim tobą, aż do Norwegii.
- Ja.... to ... - Łuka wydawał się zdruzgotany.
- Ale ja i tak bardzo cię kocham i wiem, że ty też tak bardzo mnie kochasz. Łuka ty jesteś moim bratem - po tych słowach podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
 List, który dzisiaj dostałam wszystko mi wyjaśnił. Cały czas czułam, że Łuka jest dla mnie niesamowicie ważny, ale nigdy nie czułam się w nim zakochana. Od początku go kochałam i czułam się za niego w jakimś stopniu odpowiedzialny, a teraz wreszcie poznałam prawdę. Roma napisała do mnie list. Napisała, że to jedyne co może dla mnie zrobić i przeprasza mnie... za wszystko. Rodzice nigdy nie wspominali, że stracili dziecko i to w tak okropny sposób. Pewnie sprawiłoby im to zbyt wielki ból, więc nie mam im tego za złe.
 Czułam jak Łuka drży w moich ramionach. Płakał jak dziecko, płakał za prawdziwą rodziną i dzieciństwem, które tak brutalnie mu odebrano. Pogłaskałam go po włosach. Mój mały starszy braciszek.
- Cz...czy ja...czy jestem wystarczająco dobry....? - głos mu się łamał.
- Oczywiście, że tak, teraz już wszystko będzie dobrze.
- Myślałem, że ze mną jest coś nie tak. Kochałem cię, ale gdy myślałem, że mogłabyś być moją dziewczyną to wydawało się takie niewłaściwe, niepasujące.
- Wiem, bardzo dobrze cię rozumiem.
 Staliśmy tak jeszcze długo. Objęci i we łzach.
 Teraz wszystko już miało być dobrze....
***
(miesiąc później)

Rodzinna kolacja dobiegała końca. Jedzenie zniknęło z talerzy w zastraszającym tempie. Henry z Łuką i tatą mieli zamiar wybrać się na mecz, a mama szła do swojej przyjaciółki na kawę. Ja miałam inne plany. Umówiłam się z kimś. 
 Pożegnałam wszystkich i wyszłam z domu. Wieczór był duszny i dość wilgotny. Uśmiechnęłam się jednak mimo woli, kiedy na moim ramieniu wylądował papierowy samolocik.


sobota, 22 października 2016

Zwiastun

Witajcie!
 Nadchodzi już ostatnia część Selenu (przynajmniej z Brie i Cass, hihi). Będzie ona krótsza od poprzednich - zamiast po dziewięć postów z każdej strony, wyjdzie tylko pięć, lecz jest to podsumowująca część, więc chyba nam wybaczycie? ;)
 Zapraszam na zwiastun jak zwykle wykonany przez naszą ukochaną Little Trouble. Spisała się na medal już po raz czwarty. A opis znajdziecie tutaj.

Po drugiej stronie lasu

Ogarnęła mnie wściekłość. Moja tajna broń zawiodła, ale wciąż miałem przewagę. Miałem Cassandrę, a ona była mi równie potrzebna. Z początku gdy zrozumiałem, że nie jest moją córką stwierdziłem, że jest bezużyteczna, ale kiedy odnalazła drogę do Vincent Manor utwierdziłem się w przekonaniu, że tak nie jest. Do mojej villi drogę mógł znaleźć tylko ten, któremu chciałem ją pokazać, a ona nie potrzebowała mojego pozwolenia. Jednak już wcześniej zrozumiałem, jak wielkie ma ona znaczenie. Nikt nie wypił nigdy tyle mojego kisielu. On praktycznie już płynie w jej żyłach. W niej jest po prostu cząstka mnie. Dzięki temu mogłem ją kontrolować, a wtedy moja moc była ogromna. Musiałem ją trzymać blisko siebie, bo to gwarantowało moją potęgę. Sprawiłem, że do mnie wróciła. Stworzyłem wizję, jakoby Roma chciała ją oddać Irytom. To prawda, że mooja matka jest okropna, ale nawet ona nie przekracza pewnych granic. Moja wizja była perfekcyjna, a Cassandra zbyt zdezorientowana i przerażona by zdać sobie sprawę, że to nie jest rzeczywistość. Wróciła do mnie i zgodziła się pomóc. Mój plan musiał się powieść! A jednak...
 Moja własna córka mnie oszukała. Uciekła i to w dodatku z kim?! Z moim najwierniejszym sługą... Ale ja nie poddam się tak łatwo, władza jest już tylko na wyciągnięcie ręki...  Byłem odporny na moc wszystkich Selenów. Żaden nie mógł mi wyrządzić najmniejszej krzywdy. Dzięki eksperymentom na Perry dowiedziałem się, że dziecko dwójki Selenów nie tylko posiada moc od urodzenia, ale jest także odporne na działanie innych mocy. Ja jako dziecko Selenki i przypadkowego faceta z ulicy nie mogłem liczyć na taki dar, ale wystarczyło pobrać jej tyle krwi ile tylko zdołałem i dodać to do mojego kisielu, by również zyskać odporność. Jednak Perry miała coś jeszcze - kiedy była w pobliżu  sprawiała, że naszą połączoną mocą mogliśmy kontrolować ogromne obszary. Dzięki, temu że miała moc teleportacji, jakby rozszczepiała moją kontrolę nad snami i umysłem na wiele jednostek (   w tym przypadku Selenów czy Irytów) jednocześnie, ale by to zrobić musiała być blisko. W dodatku mając Cassandrę na wyciągnięcie ręki mogłem podwoić swój wpływ, ale teraz musiałem sobie poradzić inaczej.
 Ze wszystkich stron otaczali mnie Seleni i Iryci. Ale przewaga liczebna nie miała tu zbyt wielkiego znaczenia. Tu liczyła się moc, o której oni mogli tylko pomarzyć. Znałem sekrety, o których im się nawet nie śniło...
 Roma wyszła mi na przeciw. Z każdą chwilą starzała się coraz bardziej. Jedna z niegdyś najpiękniejszych Selenek teraz przypominała raczej pomarszczone jabłko.  
- To już koniec Vincent! Twoje intrygi i zastraszanie nas wszystkich właśnie dobiegło końca! Bracia Iryci, czy tego właśnie chcecie - stanąć po stronie człowieka, który ma zamiar was zniszczyć tak samo jak i nas? Czy nie powinniśmy teraz mając wspólnego wroga zjednoczyć się i skończyć z nim, a także z naszym sporem raz na zawsze? Vincent wplątał nas w sieć intryg, szantażował i oszukiwał, ale czas to zakończyć!  - zaśmiałem się tylko na jej słowa. Co ona mogła mi zrobić. Byłem Panem i nic nie mogło tego zmienić...
 I wtedy to się stało. Ołowiana kula przeszyła moje ciało, a za nią następna i następna. Ból rozchodził się po całym ciele, a krew zalewała mi oczy i wypełniała usta, chciałem krzyknąć, ale wydałem z siebie tylko zduszony jęk. Ja - Vincent pokonany prozaiczną ludzką bronią.... Bronią, która jako jedyna mogła mnie skrzywdzić.
 Ale ktoś krzyczał, ktoś kto teraz cierpiał. Cassandra...
Koniec Ery Vincenta